Intro
To ja, Gosia, pijarowiec. Będę w imieniu Wróbiego zdawała relację z jego podróży życia. Maile od niego będę umieszczała na blogu. Wszystkie jego podróże mają rangę wyprawy życia, aż do następnej. Taki to on już jest, włóczykij. Wróbik ostatni raz w pracy. W sobotę była impreza, żegnaliśmy Wróbla. Podsumowując: było zacnie.
Wróbik ostatni raz w pracy
Długo czekał na ten dzień i nic nie mogło popsuć jego doskonałego samopoczucia. W sobotę odbyła się impreza pożegnalna pod hasłem „NA ROWERZE DO AFRYKI". Efekt zbiórki pieniężnej na rzecz wyprawy przerósł nasze oczekiwania. Tu chcemy wszystkim podziękować za wkład w: ogniwa łańcucha, śrubki, szprychy, opony, dętki, linki itp. Koniec imprezy odbył się na 39 i kto go pamięta, ten zuch! Specjalne podziękowania dla babci Marysi i dziadka Bronka, którzy zajęli się Maćkiem i Mateuszkiem u siebie w domu. Niedziela była iście leniwa. Powolutku dochodziliśmy do formy. Podsumowując: było zacnie.
Do Afryki coraz bliżej.
[1 października 2007]
Koniec etapu IRLANDIA
Od rana lekka nerwówka. Wróbik próbuje zmieścić ponad 2 lata swego życia do plecaka, nie jest to łatwe. Z pomocą przychodzi Patrycja, dzięki której pakowanie kończy się sukcesem. Jeszcze tylko pożegnać się ze wszystkimi i w drogę. Gdyby nie fakt, że widać szczęście w jego oczach, to byłoby ciężko się z nim rozstać. Tu w Irlandii jest duża grupa ludzi, którzy będą trzymać kciuki i śledzić jego poczynania. Wróbik masz o tym pamiętać!
Do Afryki coraz bliżej.
[2 października 2007]
Będzie szczepionka czy nie?
Znacie to… jak się wali, to na całego… Wróbel ozdrowiał z tej paskudnej anginy, poszedł po szczepionki tropikalne, a tu lekarz mówi, że jeszcze gardło czerwone i nie ma mowy o szczepieniu. No dobra, nie ma tragedii, trzeba się tylko podkurować. Minęło parę dni i co się przypętało? Grypa żołądkowa. Wróbik trochę załamany, bo mówi, że tylu chorób naraz to jeszcze nie przechodził. A do tego problemy z kolanem. Wszystko naraz. Jutro kolejna wizyta u lekarza, ale Pawciu już wie, że szczepionki nie będzie. Bilet do Maroka na trzeciego grudnia.
Wróbik, Fermoyownia trzyma kciuki! Jest jeszcze szansa, że zdążysz i tego się trzymajmy. A w razie co pamiętaj: co się odwlecze, to nie uciecze! ZDROWIEJ!!!
[4 listopada 2008]
***
Jeszcze tylko 10 dni i się zobaczymy! całe szczęście, że nie musieliśmy żegnać się z nim tu w Irlandii.. bierzemy mamcię, Maciusia i Matenia i lecimy wypić z Wróblem ostatniego bronka przed podróżą. trzeba przyznać, że pobyt w Polsce miał być dla Pawła czystym relaksem i gromadzeniem sił na pedałowanie po Afryce. nie ma lekko.. trwa teraz wyścig z czasem, nadal nie wiadomo, czy będzie mógł przyjąć szczepionki. My w każdym razie trzymamy kciuki!
[17 listopada 2008]
No i niestety
Dziś Wróbi dowiedział się, że jego stan zdrowia nie nadaje się do aplikacji szczepionek. Smutno mu strasznie z tego powodu, tym bardziej, że lekarz coś wspomniał o wycinaniu migdałków. Może to i sposób, ale znowu wyjazd się przesunie. Wygląda to trochę tak, jakby jego organizm nagle się zbuntował i odmawiał posłuszeństwa. Zero wyczucia czasu. Wróbel ma doła, co zrozumiałe. W głowie wszystko dopracowane do perfekcji, ale są sprawy, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Teraz zostaje tylko czekać, co powiedzą lekarze. Ja wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny i widocznie wylot za dwa tygodnie nie był Wróbiemu pisany. Poczekamy, zobaczymy. Wróbel głowa do góry! Co się odwlecze, to nie uciecze!
[19 listopada 2008]
Tuż, tuż
Tych, którzy zrezygnowali z zaglądania do bloga i tych, którzy wytrwale czekali na dobrą wiadomość informuję, że szczepionki zostały zaaplikowane! Po czterech seriach antybiotyków, po problemach z kolanem, aż w końcu po wycięciu migdałków lekarze stwierdzili, że pacjent Paweł Wróblewski, kandydat na rowerzystę wszechczasów, spełnia wymogi zdrowotne. Osobiście muszę pogratulować mojemu bratu, że mimo ewidentnych kłód rzucanych pod nogi ani razu nie zwątpił w to, że niebawem znajdzie się na Czarnym Lądzie. Wiem dobrze, że frustracja dopadała go częściej niż angina. Tkwił w zawieszeniu i nie bardzo wiedział, kiedy ono się skończy… było ciężko, ale myślę, że nie ma co roztrząsać. 11 marca i tyle!!! A to już tuż, tuż! Kochani, zaczynamy odliczanie ostateczne! I trzymajmy kciuki za Wróbla, co mu Afryka w głowie zawróciła.
[26 lutego 2008]
Nic złego się nie dzieje
Nie żebym czekała na jakieś komplikacje, ale Paweł po ostatnim okresie nauczył się pokory wobec spraw nieprzewidywalnych. Teraz po prostu na wstrzymanym oddechu odlicza godziny. Wiem też, że już czuje silną ekscytacje przed wielką wyprawą, ten lekki ścisk żołądka znany nawet najwytrawniejszym podróżnikom. Ja czuję to samo, jak pomyślę, że to już naprawdę ma się wydarzyć. Ostatnio wpadłam na pomysł kupienia Maciusiowi (mój starszy synek i synek chrzestny Wróbiego) ogromnej mapy Afryki na ścianę, po to by razem z nim zaznaczać trasę, którą jego ukochany wujek będzie przemierzał. Strasznie się cieszę, że Maciuś zdążył poznać go przed wyprawą, ma dwa latka, ale wydaje się rozumieć dużo z tego, co mu opowiadam o wujku i Afryce. Wróbik już zdążył zająć odpowiednią pozycję w jego sercu. Wszystkie motory i obrazy jakie widzi to dla niego „wujek Pawa". Myślę, że będzie jednym z najbardziej oddanych kibiców, ale o moich synkach mogłabym godzinami, a teraz nie o to tu chodzi.
[7 marca 2008]
Nie ma to jak niespodzianki na sam koniec... albo początek
A mianowicie Wróbel właśnie siedzi w samolocie do Frankfurtu, czyli podróż się zaczęła! Co prawda do wczoraj wszyscy myśleliśmy, że startuje jutro. Ale czy to teraz ma znaczenie? W końcu się udało. Jak się przed chwilą dowiedziałam, przygód było więcej, ale z tym poczekam na relację Pawła. Teraz nie pozostaje nic innego jak czekać. I palcem po mapie a sercem w Afryce towarzyszyć. INSHALLAH.
[10 marca 2008]









